Wykonywanie niepotrzebnych czynności, niewłaściwymi narzędziami, przy wykorzystaniu niewłaściwych materiałów. W brudzie i zamieszaniu. Tak właśnie wygląda praca robotników w wielu polskich przedsiębiorstwach.

W firmie produkującej specjalistyczne pojazdy, każdy po opuszczeniu fabryki jest sprawdzany czy nie ma usterek. Wszystkie znalezione błędy spisuje się na kartce, a kartkę przylepia do pojazdu. Każda osoba odpowiedzialna za inny element pracy nad  pojazdem (lakiernik, elektryk, mechanik itp.) ma czytać tą listę i usuwać te usterki, które lezą w jego kompetencji.  Ale do niedawna zwykle nikt nawet tej kartki nie czytał, a pojazd stał i pięć dni, aż wszystkie błędy usunięto. Jednak kiedy błędy dla lakiernika zaczęto zapisywać na kartce zielonej, dla mechanika na żółtej a dla elektryka na niebieskiej, pojazd był naprawiany w jeden dzień. Okazało się, że problemem była anonimowość – wcześniej za błędy odpowiedzialni byli wszyscy czyli nikt, teraz kolor kartki jasno określał odpowiedzialność.

W pewnej fabryce do niedawna na środku hali produkcyjnej stała ogromna beczka.  Nikt jej nie wykorzystywał, blokowała miejsce, a do tego przeszkadzała w chodzeniu po hali. – Ale gdy zaproponowaliśmy jej usunięcie, natrafiliśmy na ogromny opór robotników – wspomina Ryszard Pająk, szef katowickiej firmy szkoleniowo – doradczej Araneus. Pająk specjalizuje się w programach poprawy jakości i produktywności pracy. – Dopiero, kiedy spojrzeliśmy w górę, zrozumieliśmy przyczynę – mówi – od dawna w hali przeciekał rurociąg. Zamiast go naprawić, wygodniej było łapać wodę w beczkę. Nikogo to nie raziło.

Innym razem konsultanci Araneusa natrafili na ogromny odkurzacz, który też zawadzał na środku hali fabrycznej. Nie działał od dawna, bo nie produkuje się już części  zamiennych do takich urządzeń. Ale nie usuwano go, bo był dość kosztowny i „szkoda wyrzucić”. – U swoich klientów znaleźliśmy też nieużywane maszyny z roku 1930, nie sprzątnięte bo nikomu się nie chciało ich usunąć – wspomina Aleksandra Kapczyńska, konsultantka Araneusa. – Podczas reorganizacji hali produkcyjnej zmusiliśmy robotników, by odskrobali dwucentymetrowy brud, wbity w podłogę. Mówili, że nie da się go usunąć. Potem, podczas sprzątania, znaleźli gdzieś w kącie specjalistyczne narzędzie, które było im potrzebne. Zgubili je dwa lata wcześniej.

Z takimi sytuacjami konsultanci Araneusa spotykają się na co dzień. Specjalizują się w usprawnianiu produktywności tych firm, które zajmują się produkcją, usługami produkcyjnymi, transportem itp. Wszystkim, co jest związane z praca na hali fabrycznej. – Jesteśmy chyba jedyną w Polsce firmą doradczą, której konsultanci sporą część swojego czasu spędzają w strojach roboczych, na hali produkcyjnej – mówi Ryszard Pajak. – Czasem wracamy do domu cali umorusani w parafinie albo oleju, ale dzięki temu nasze uwagi są wdrażane, a nie pozostają raportem odkładanym do teczki.

Pracownicy Araneusa mówią, że dzięki wdrożeniu o swoich klientów programu 5S  mogą poprawić o kilkadziesiąt procent produktywność czy zmniejszyć nawet o 90% poziom awaryjność procesów produkcyjnych.  I w zasadzie nie ma powodu wątpić tym zapewnieniom – nietrudno osiągnąć taki wzrost, gdy zaczyna się prawie od zera. – W krajach zachodnich Ci sami robotnicy w takich samych halach mają kilkakrotnie większą produktywność niż w wielu firmach w Polsce – mówi szef Araneusa. – Ale tam robotnik nie zastanawia się, gdzie wczoraj położył śrubokręt, nie robi slalomu po hali fabrycznej by trafić do wyjścia i wie, które czynności są potrzebne, a które nie. U nas natomiast spotkaliśmy firmy, w których ponad połowę stanowiska pracy robotnika zajmował niepotrzebny złom. Jeśli ten pracownik cały czas się o niego potykał, a do tego miał bałagan w narzędziach, to jak miał być produktywny?

5S ma na celu doprowadzenie do doskonałości stanowiska pracy. Ma ono być perfekcyjnie czyste, maksymalnie funkcjonalne, wygodne, przyjemne i bezpieczne. To podstawa codziennej motywacji na najbardziej elementarnym poziomie – w przyjaznym środowisku pracujemy wydajniej i z większym zaangażowaniem niż w miejscu, które jest tylko obskurne i niefunkcjonalne, a my nie mamy na ten stan rzeczy wpływu.

 

Kolejna część artykułu – za tydzień na naszym blogu

 

Wojna z bałaganem cz. I
Oceń stronę