Co roku świat produkuje 100 miliardów sztuk odzieży. 20% z nich trafia na wysypisko przez założeniem – bo nie sprzedano ich przed wymianą kolekcji, albo stały się niemodne. Przeciętny mieszkaniec  UE rocznie wyrzuca 11kg odzieży – spora część jest nadal dobra, ale już nieelegancka albo „nie wypada tego samego założyć dwudziesty raz”.

Nietrudno odgadnąć, że globalne ocieplenie zabija nie tylko zimnolubne ssaki. Za efekt cieplarniany obwiniamy przede wszystkim przemysł oraz transport wraz z lotnictwem. A tymczasem branża odzieżowa odpowiada za 10% emisji gazów cieplarnianych i generuje więcej dwutlenku węgla niż loty międzynarodowe i cała żegluga morska!

Jednocześnie naukowcy z National Academy of Science USA i University of Arizona szacują, że przez najbliższe 40 lat w wyniku globalnego ocieplenia wyginie 1/3 gatunków żywych organizmów. I nie łudź się, że natura wybije nielubiane muchy albo komary.  Najszybciej wymierają pingwiny, żółwie morskie, ryby, miś koala, foki i niedźwiedzie polarne. 

Około 35 % wszystkich mikroplastików (bardzo małych kawałków plastiku, które nigdy nie ulegają biodegradacji) trafiło do oceanu w wyniku  prania syntetycznych tkanin, takich jak poliester. Te mikrowłókna są spożywane przez małe organizmy wodne, zjadane przez małe ryby, które z kolei zajadą większe ryby itd. W konsekwencji „plastik z garsonki” ląduje na twoim talerzu. Ponadto branża odzieżowa jest drugim co do wielkości konsumentem wody na świecie. Do wyprodukowania jednej bawełnianej koszuli potrzeba około 2700 litrów wody. W Uzbekistanie uprawa bawełny zużyła tyle wody z Morza Aralskiego, że wyschło ono po około 50 latach.

Prawie co czwarty mieszkaniec ziemi (ponad półtora miliarda ludzi) musi do pracy ubierać się w biznesowy dress code i wyglądać „oficjalnie”.  A gdyby wszyscy menedżerowie i HRowcy na świecie umówiliby się dziś, że „kasują dress code”? Poprosiliby pracowników, by nie gonili za modą? By nie wyrzucali dobrych, ale niemodnych ubrań – tylko nosili je dłużej (aż przestaną być sprawne)?  I przede wszystkim, by nie kupowali osobnej odzieży do biura – tylko ubierali to, co noszą na spacer albo do kina

Zmniejszenie produkcji i marnotrawstwa odzieży o 15% jest wtedy całkiem realne.  Po pierwsze – liczyć to trzeba wagowo – służbowa marynarka czy garsonka to wiele więcej bawełny niż koszulka polo. Po drugie, o ile sweter który jest „dobry ale nie nadaje się już do pracy”, donosimy jeszcze przez kilka lat w domu – o tyle garsonka i marynarka raczej trafią na wysypisko.  Po trzecie,  owe 20% odzieży wyrzucanej przed użyciem to głównie produkty modowe, eleganckie, wyjściowe. Rezygnacja z dress-code pozwoliłaby w znacznym stopniu zmniejszyć tą pulę „odpadów prosto spod igły”. 

Jeszcze za życia większości z nas oznaczałoby to uratowanie tysięcy zagrożonych ssaków i setek tysięcy ryb. Najbardziej na tej zmianie skorzystałyby nie tylko gatunki polarne – niedźwiedzie, foki, pingwiny. Równie mocno zmianę odczułyby ryby morskie, żółwie czy koralowce.

Może warto zatem założyć to samo ubranie 50 razy zamiast tylko 5 a tym samym wielokrotnie zmniejszyć emisję CO2 ?

HRowcy, liderzy, przedsiębiorcy: podejmujecie to eko-wyzwanie?